Mapy świadomości, cz. I - Wstęp
Mapy świadomości, cz. II - Ośrodek I
Mapy świadomości, cz. III - Ośrodek II
Uwaga: "Mapy świadomości" nie mają ostatecznej formy i nie są zamknięte. Zastrzegam sobie prawo do nanoszenia w nich poprawek i dopisywania nowych fragmentów. Życie nieustająco dostarcza mi nowego materiału badawczego i malowniczych przykładów manifestowania się poszczególnych typów ludzkiej mentalności. Tak więc w miarę zbierania nowego materiału będę tu dopisywać to i owo.
Ośrodek III: Potrzeba dominowania
Czakra III: Manipura,zwana też czakrą splotu słonecznego.„Manipura” w sanskrycie oznacza „Miasto klejnotów”. Kontroluje segment ciała od miejsca znajdującego się dwa palce nad splotem słonecznym do punktu położonego niżej, dwa palce nad pępkiem. Znajduje się na wysokości splotu słonecznego i jest siedliskiem osobowości. Gdy działa prawidłowo człowiek zachowuje spokój i opanowanie w każdych okolicznościach.
Kolor: od żółtego do złotożółtego
Żywioł: ogień
Zmysł: wzrok
Symbol: dziesięciopłatkowy lotos.
Zasada podstawowa: kształtowanie bytu.
W ciele odpowiada: dół pleców, jama brzuszna, system trawienny, żołądek, wątroba, śledziona, woreczek żółciowy, wegetatywny system nerwowy.
Gruczoły: trzustka i wątroba. Trzustka produkuje insulinę, odpowiedzialną za utrzymywanie równowagi poziomu cukru we krwi oraz enzymy rozkładające tłuszcze i białka.
Przyporządkowanie astrologiczne:Lew i rządzące nim Słońce: ciepło, siła, poczucie własnej wartości, dążenie do uznania, władzy, zaszczytów i statusu społecznego;
Strzelec i rządzący nim Jowisz: wzrost i ekspansja, mądrość, filozofia, wiara, synteza doświadczeń;
Panna i rządzący nią Merkury: analiza, skrupulatność, bezinteresowna służba;
Mars: aktywność, działanie, impulsywność, ego
Zawiaduje trawieniem i przyswajaniem pokarmów. Jest centrum siły i osobowości. W sensie psychologicznym zawiaduje zdolnością wchodzenia w relacje międzyludzkie, emocjami, sympatiami i antypatiami, poczuciem społecznej tożsamości, wolą osiągnięć i potrzebą dążenia do władzy, ale i przystosowania się do wymogów społeczeństwa. W tej czakrze oczyszczane są popędy i życzenia czakr znajdujących się niżej. Przez nią wyraża się też duchowe bogactwo czakr wyższych.
Jeśli ta czakra jest otwarta czujemy się świetliści, radośni i wewnętrznie spełnieni. Gdy jest zablokowana człowiek jest niezrównoważony i mroczny, a życie wydaje mu się ciemne i ponure. Im bardziej zintegrowana osoba, tym bardziej złote jest światło emitowane przez jej czakrę splotu słonecznego.
Przez splot słoneczny rozpoznajemy wibracje innych ludzi. Gdy spotykamy kogoś o negatywnych wibracjach czakra splotu słonecznego kurczy się, ostrzegając nas przed zagrożeniem.
Gdy ta czakra jest otwarta i działa harmonijnie jesteś spokojny, pozostajesz w harmonii z samym sobą, z życiem i światem zewnętrznym, akceptujesz zarówno siebie, jak i innych ludzi oraz przyciągasz pozytywne zdarzenia.
Jeśli jest zablokowana lub jej działanie jest zaburzone człowiek pragnie dominacji, władzy oraz kontrolowania innych i całego świata. Czuje się rozdrażniony i niezadowolony, jest nieopanowany, a swoje poczucie niespełnienia pokrywa nadmierną aktywnością. Nie panuje nad swoją złością, co może w końcu spowodować choroby wątroby i trzustki, cukrzycę lub kamienie w woreczku żółciowym.
Przy niedoczynności czakry splotu słonecznego człowiek jest lękliwy, przygnębiony, zniechęcony i wszędzie widzi się piętrzące się przeszkody, które uniemożliwiają mu osiąganie celów.
———-
Na tym etapie lęk jest wciąż wszechobecny, więc jego przezwyciężenie staje się palącą koniecznością. Na pierwszym etapie plasterkiem na jątrzącą ranę lęku wydawała się ślepa wiara religijna, wiara w kastowy porządek społeczny oraz na końcu etapu gromadzenie majątku „na czarną godzinę”, na drugim pojawiła się nadzieja, że zadanie to spełni ucieczka w świat przyjemności i bogactwa, natomiast człowiek etapu III ma złudną nadzieję, że ulgę przyniesie mu osiągnięcie potęgi i władzy.
Teraz mniej liczy się wygląd zewnętrzny, a bardziej prestiż i wysoka pozycja społeczna. Owszem, wielkie wille, samochody i przyjęcia w dalszym ciągu są w cenie, ale teraz chodzi przede wszystkim o władzę, wpływy i kontrolę. Już nie wystarczą piękne zęby i muskularny, opalony tors, teraz człowiek przywdziewa „zbroję”, czyli tradycyjny garnitur i krawat i wyrusza na prawdziwą wojnę, w której stawką jest wysoka pozycja w hierarchii najpotężniejszych postaci sprawujących władzę nad światem. Służą temu przeróżne tytuły, od naukowych po polityczne i korporacyjne.
Wszystko, co złego napisano na temat fałszywego czy chorobliwie rozdętego Ego zawdzięczamy ludziom z tego poziomu świadomości. Ego to przejawia się w postaci dumy, arogancji, opryskliwości i głębokiej pogardy dla każdego, kto ośmiela się głosić inne niż oni przekonania lub wykazywać odmienne preferencje życiowe.
Działania człowieka na tym etapie motywowane są podświadomym lękiem i poczuciem zagrożenia, które sprawiają, że pragnie on stać się najlepszy i najpotężniejszy. Po raz pierwszy w rozwoju świadomości następuje wchodzenie w szerokie relacje z innymi, jednak nie na zasadzie równości, lecz po to, żeby stać się liderem w stworzonej przez siebie grupie lub stworzyć silny, wspólny front ludzi wyznających taki sam system wartości lub posiadających takie same cele na każdej płaszczyźnie, zarówno finansowej jak i intelektualno-duchowej. Dążenie do sukcesu, prestiżu, sławy, pozycji i władzy staje się nierzadko jego obsesją. Największą potrzebą jest dominacja nad innymi ludźmi, co osiąga nierzadko posuwając się do cynicznego manipulowania nimi. Duży majątek pozwala mu gromadzić wokół siebie usłużnych pochlebców i kupować łaski osób wpływowych.
Człowiek na tym etapie jest przekonany, że myśli samodzielnie i że osiągnął najwyższą możliwą mądrość, co sprawia, że jest arogancki, zadufany w sobie i niebezpiecznie nietolerancyjny dla wszelkich innych opcji światopoglądowych. Nic więc dziwnego, że pragnie, aby wszyscy wyznawali takie same poglądy jak on. Jego problem, z którego w ogóle nie zdaje sobie sprawy, polega na tym, że podobnie jak ludzie z wcześniejszych etapów rozwoju wciąż nie potrafi postrzegać świata inaczej, niż w dualistyczny sposób. Jest przekonany, że istnieje tylko jedna prawda i to właśnie on ją posiadł, a kto myśli inaczej, ten jest głupcem i zasługuje jedynie na zepchnięcie z drogi. Najchętniej wprowadziłby prawny zakaz wyznawania każdego innego światopoglądu poza tym, który sam uważa za właściwy.
Wciąż odczuwa potrzebę odwoływania się do nieomylnego autorytetu, który zapewni mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności psychicznej, tyle tylko, że religia już nie spełnia jego oczekiwań. On już nie chce wierzyć, lecz wiedzieć. Trzeba więc jak najszybciej znaleźć nowy autorytet, który nie będzie mówił po prostu „mówię to ja, Bóg, bo Jam Jest, który Jest”. Teraz Bóg musi udowodnić, że jest Bogiem, a przynajmniej musi przedstawić dowód na to, że to, co mówi jest prawdą. Na tym etapie idealnym autorytetem staje nauka. Teraz kapłanom już dziękujemy, na estradzie pojawia się naukowiec i jego magiczne laboratorium, w którym dzieją się rzeczy równie dla niego fascynujące, jak te, które w dniach odpustów i świąt religijnych robiły takie wrażenie na ludziach z poziomu I i II. I tak, jak dla ludzi z wcześniejszych etapów ksiądz był nieomylnym autorytetem, tak teraz obiektem jego kultu staje się nauka i jej uczeni kapłani, ogłaszający prawdy, tak samo nie podlegające dyskusji jak dogmaty religijne. Ponieważ myślenie wciąż jest schematyczne, a intelektowi wciąż brak prawdziwej przenikliwości i zdolności do syntezy, nie zauważa on (i nie chce zauważyć, bo to byłoby zbyt przerażające), że nauka ma swoje ograniczenia i nie jest w stanie dostarczyć prawdy absolutnej.
Ta przemiana rzuca go w ramiona światopoglądu materialistycznego, kartezjuszowskiego, który głosi wiarę wyłącznie w realność świata fizycznego i pogardliwie odrzuca wszelkie kwestie duchowe, które uważane są przez niego za przejaw mentalności prymitywnej i zabobonnej. Jednak przemiana ta jest pozorna – wciąż odbywa się w ramach myślenia dualistycznego, co oznacza przerzucanie się z jednego przeciwieństwa w drugie. Wciąż brak tu umiejętności spojrzenia na całość z dystansu i znalezienia punktu równowagi między dwoma ekstremami. Podobnie jak to miało miejsce na wcześniejszych etapach, gdzie ostatecznym wytłumaczeniem wszystkiego dysponowała religia i jej inkwizytorzy, tak i tu występuje brak umiejętności współczucia, mentalność inkwizytorska, totalitarna i okrucieństwo doktrynalne. Z takimi ludźmi nie da się dyskutować, bo albo przyjmujesz bezwarunkowo ich punkt widzenia, albo stajesz się czarownicą do spalenia.
Niekiedy konformizm lub ambicje polityczne sprawiają, że nie wyrzeka się religii. Uważając się za racjonalistę, a nawet będąc naukowcem może jednocześnie być człowiekiem religijnym, jeśli nie zdołał uwolnić się od lęku lub jeśli taki światopogląd zapewnia mu wymierne korzyści (np. wielu polityków zyskuje dzięki temu dużą popularność, i co jest szczególnie nie do pogardzenia – więcej władzy nad plebsem). W takim przypadku łatwo staje się bezwzględnym doktrynerem zarówno religijnym, jak i racjonalistycznym.
Na tym etapie inteligencja, ciekawość świata i zdolność myślenia przejawia się jako potrzeba gromadzenia faktów i przyswajania wiedzy oraz żonglowania nią, a nie jako samodzielność w wyciąganiu wniosków. Do prawdziwej mądrości wciąż jeszcze daleko. Heraklit napisał: „Nie wystarczy dużo wiedzieć, żeby być mądrym”. Zapamiętywanie faktów, napychanie głowy encyklopedyczną wiedzą i umiejętność myślenia jedynie analitycznego nie mają wiele wspólnego z mądrością. Dlatego ludzie ci nie cenią żadnych samorodnych zdolności ani dokonań osób, które nie mogą wykazać się formalnym wykształceniem. Nie masz papierka z renomowanej i wysoko notowanej w ich rankingu uczelni, to jesteś nikim, zerem i nie ma znaczenia, czego w życiu dokonałeś. To właśnie oni zamieniają naukę w skostniały, niereformowalny system, pełen dogmatycznych teorii, których nie da się żadnym sposobem wykorzenić, nawet jeśli już dawno dowiedziono, że są przestarzałe, a nawet zupełnie fałszywe. Każda próba przeprowadzenia reform wywołuje ich wściekłość, identyczną z tą, z której słynęła święta inkwizycja. Ludzie ci hamują postęp i sprawiają, że nikt spoza ich katedry nie ma prawa głosu, choćby nawet był autorem przełomowego odkrycia naukowego czy technicznego. Niezależnych badaczy i wynalazców zbywa się pogardliwym stwierdzeniem: pan / pani nie ma wykształcenia w tej dziedzinie, więc się pan / pani na tym nie zna i nie ma prawa się wypowiadać.
To właśnie z tej „kasty” przemądrzałych materialistów wywodzą się „doktorzy Frankensteiny”, którzy nie mając szacunku dla Boga i Natury z beztroską arogancją zabierają się za poprawianie dzieła Stwórcy i tworzenie nowych, nieznanych, a w ich przekonaniu lepszych od naturalnych organizmów GMO, po czym wypuszczają swoje twory w świat, nie licząc się z ewentualnymi skutkami tych działań. Nie tylko brak im pokory, żeby poddać swoje dzieło odpowiedzialnym badaniom, oni wręcz narzucają ludzkości swoje „genialne” wynalazki siłą. Kto ich nie chce, ten musi płacić wysokie kary pieniężne za utrudnianie im bogacenia się. Ich bożkiem jest Mamon, bóstwo pieniędzy. Dla zysku bez wahania sprzedaliby swoją duszę i wymordowali, zatruli i zagłodzili bez litości całą ludzkość świata. Kto nie należy do ich klanu, ten nie zasługuje na to, żeby żyć. A jeśli już ma czelność żyć, to niech przynajmniej wykonuje dla nich niewolniczą pracę, która jest jedynym zadośćuczynieniem za przywilej stąpania po tej samej ziemi, co i oni.
Jego największym marzeniem i motorem działania w świecie jest pragnienie wyróżnienia się z tłumu za wszelką cenę i stanie się świecącą wielkim blaskiem indywidualnością. Problem w tym, że jego myślenie i światopogląd są mało oryginalne i nie zdradzają bogatej osobowości. Nawet w szczytnej dziedzinie nauki i wiedzy nie potrafi rozumować inaczej, niż w kategoriach konkurencji i wyścigu, więc szybko odkrywa, że zdobywanie wiedzy również daje poczucie siły i może zagwarantować wysoką pozycję społeczną. Z tego powodu interesują go dyplomy wydane przez drogie, posiadające wysoki prestiż (i przez to niedostępne dla plebsu) uczelnie i zdobycie jak największej ilości literek z tytułami naukowymi przed nazwiskiem.
Bezceremonialnie pomiata innymi ludźmi i pogardliwie depcze ich prawa: tych, którzy są niżej w rozwoju traktuje jak prymitywne, ciemne i przesądne bydło, więc najchętniej zamieniłby ich w kastę najniżej opłacanych niewolników wykonujących najcięższe prace. Kto nie ma przynajmniej mgr przed nazwiskiem ten powinien zamiatać ulice i padać przed nim na twarz. Ludzi stojących w rozwoju wyżej od siebie postrzega jako dewiantów, wariatów, heretyków i niebezpieczny element wywrotowy, zasługujący na starcie z powierzchni ziemi. Domaga się więc od władz państwowych, żeby poddać ich stałej kontroli, a najlepiej zakazać im wszelkiej działalności (np. wykonywania pewnych zawodów) i głoszenia poglądów.
Człowiek na tym etapie wykazuje zupełny brak zrozumienia dla duchowości, humanizmu i filozofii, chyba że jest to filozofia materialistyczna. Wprawdzie potrafi odróżnić prawdziwą sztukę od bohomazów, jednak nie przeżywa jej i ceni ją co najwyżej jako lokatę kapitału. Bardzo charakterystyczny dla ludzi tego pokroju jest głoszony przez nich na każdym kroku pogląd, że jedyną prawdziwą nauką są nauki ścisłe. Z tego powodu głęboko gardzą oni wszystkimi reprezentantami nauk humanistycznych, uważając, że uprawiają oni zwykłą pseudonaukę, która powinna być wykreślona z listy przedmiotów wykładanych na uczelniach wyższych (w rzeczywistości jest zwykle odwrotnie - to humaniści stoją wyżej w rozwoju, ponieważ humanizm budzi się wraz z uaktywnianiem się wyższych czakr). Wierzą w teorię, że z życiu przetrwają tylko najsilniejsi i najlepiej przystosowani, więc głęboko gardzą „nieudacznikami”, którzy nie potrafią urządzić się w życiu równie „mądrze” jak oni. Z tego powodu działalność filantropijna nie robi na nich żadnego wrażenia, a nawet uważają ją za zbędną - chyba, że przy okazji można wywiesić na bilbordzie własne nazwisko i zyskać dzięki temu popularność.
Mentalność inkwizytorska ludzi III poziomu przejawia się w postaci tworzenia przeróżnych „ośrodków apologetycznych”, zarówno religijnych, jak i racjonalistycznych, z zawziętością krzewiących jedynie słuszny w ich przekonaniu światopogląd i fanatycznie zwalczających każdą niezależną myśl lub dziedzinę działalności. Z pozycji tych „ostrzeliwuje się” ostro wszelkie inne (niematerialistyczne) światopoglądy oraz ścieżki rozwoju osobistego. W czasach mrocznej historii ludzkości z tej „kasty” wywodzili się religijni inkwizytorzy, a dziś tę rolę przejął materialistyczny i ateistyczny (i w świetle najnowszych dokonań nauki wsteczny i zacofany) racjonalizm.
Na tym etapie rozwoju odnotowujemy prawdziwą epidemię psychopatii. Osobnik ten jest zupełnie odcięty od swoich emocji, które jawią mu się jako przerażający i zagrażający jego pozycji w życiu żywioł, dlatego je tłumi i represjonuje. W takim bezuczuciowym stylu wychowuje również swoje dzieci. Jedynymi emocjami, których jest w miarę świadomy są złość i zżerająca go frustracja, gdy napotyka na sprzeciw lub trudności w realizowaniu swoich chorych ambicji lub gdy nagle zda sobie sprawę ze swojej nieadekwatności. Uchodzący za wielce kulturalnego, inteligentny i nierzadko znakomicie (według kryteriów obowiązujących na tym etapie) wykształcony, pozornie pewny siebie, na prestiżowym stanowisku i znający swoją wartość człowiek, w rzeczywistości okazuje się zakompleksionym i w głębi duszy przerażonym dużym dzieckiem, które, żeby chronić swoją psychiczną integralność, próbuje kontrolować i podporządkowywać sobie nie tylko własną rodzinę, ale wszystkich w swoim otoczeniu. Ten terror nie musi oznaczać używania brutalnej siły ani niekulturalnych słów. Ludźmi można manipulować przy pomocy bardzo subtelnych i prawie niewidocznych sztuczek, takich jak znaczące spojrzenie, pewne gesty, wymowne prychnięcia lub wyszydzanie.
Małżeństwo nie jest zawierane z miłości (bo ta mogłaby skruszyć „twierdzę” jego nieczułości), lecz dla prestiżu i osiągnięcia jeszcze wyższej pozycji społecznej. Na partnera wybiera się osobę należącą do własnego, lub wyższego „klanu”, najchętniej trudną do zdobycia i związaną z kręgami władzy, finansjery lub renomowanych ośrodków naukowych. Rywalizacja i walka o pozycję toczy się nawet między małżonkami, co sprawia, że osobnik taki nie potrafi się zrelaksować nawet we własnym domu i przy najbliższej mu osobie. Rodzina nie daje poczucia bezpieczeństwa, a dom nie jest azylem. Ich zadaniem jest budowanie prestiżu i blichtru.
Seks już nie służy przyjemności, jak to się działo na poprzednim etapie, bo okazało się, że nie jest skutecznym lekiem na lęk, lecz staje się narzędziem manipulacji i okazywania przewagi. Nie ma tu miejsca na sentymenty i miłość, liczy się tylko siła i dominacja. Miłość jest postrzegana jako przejaw słabości, bo czyni z mężczyzny mięczaka, który staje się słabeuszem, gotowym płaszczyć się przed ukochaną kobietą. Podobnie, zakochana kobieta staje się osobą uległą, należącą do mężczyzny, co pozbawia ją siły płynącej ze sztuki manipulowania nim przy pomocy kar i nagród wymierzanych w małżeńskiej sypialni.
Podobnie jak małżeństwo, również jego relacje z dziećmi nie są oparte na miłości, serdeczności i zrozumieniu. Dziecko ma zaspokajać jego ambicje, powinno się dobrze uczyć i osiągać sukcesy w sporcie. Oczywiście, musi skończyć renomowane szkoły i posiadać odpowiednie świadectwa. Jego indywidualność, talenty ani zainteresowania nie są brane pod uwagę, nie powinno również zadawać pytań ani za dużo myśleć. System edukacji nie przewiduje brania pod uwagę indywidualności czy wrażliwości. Program jest z góry ustalony i należy go po prostu zrealizować, a nad tym zadaniem czuwa cały system kar i nagród.
Napędzającym go paliwem emocjonalnym jest agresja, przejawiająca się w formie złości, niechęci, krytykanctwa, rozdrażnienia, wrogości, obmowy i żalu, mających ukryć zarówno przed otoczeniem, jak i przed nim samym przykrą prawdę, że nie jest ani trochę taki doskonały, za jakiego chciałby uchodzić. Stawia innym tak wysokie wymagania, że nie są w stanie im sprostać, wytwarzając w nich tym sposobem poczucie winy, w nadziei, że nikt nie odważy się zagrozić jego pozycji samca alfa.
Nieświadomość własnego życia emocjonalnego i odrzucanie pierwiastka duchowego sprawia, że choruje, nierzadko bardzo poważnie i w dość młodym wieku. Nieustający i utrzymujący się latami stres związany z przymusem utrzymywania prestiżu i konieczność zwyciężania w wyścigu szczurów rujnują jego zdrowie, a zwłaszcza serce. Ponieważ nie ma on w zwyczaju zagłębiać się w swoje stany emocjonalne ani badać stanu ducha, nawet nie próbuje wnikać w prawdziwe przyczyny chorób. Przeciwnie, uważa, że chorowanie jest dziełem przypadku i nie przyjmuje do wiadomości, że sam się do tego w jakikolwiek sposób mógł przyczynić. W razie choroby domaga się pigułki lub zabiegu chirurgicznego, które szybko i skutecznie rozwiążą jego problemy.
Ludzie z niższych poziomów, chociaż nierzadko agresywni, sami z siebie nie są zbyt groźni. Groźni stają się dopiero wtedy, gdy wpadną pod komendę manipulantów i inżynierów lęku z III etapu. To właśnie oni są twórcami całego systemu państwowego, religijnego, wojskowego, finansowego i w szerokim znaczeniu społecznego. Plebs wprawdzie uwielbia sztandary i parady, ale bierze w tym wszystkim udział jako „mięso armatnie”, podczas gdy oni są tu szefami, komendantami i to oni odbierają honory. To przed nimi prężą się szeregowcy i im rolnicy darowują chleb z solą.
Najwięcej karmy gromadzi się na tym etapie. Żeby robić postępy na ścieżce rozwoju potrzeba pokory, skromności i przyznania się do tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie lub nie potrafi. Niestety, ludziom na III etapie tych cech brakuje zupełnie. Przeciwnie, są oni przekonani, że są najmądrzejsi i że osiągnęli najwyższy pułap ludzkich możliwości, i to właśnie ta arogancja i pycha blokuje ich postępy. Dlatego ten etap jest prawdziwą pułapką dla dusz – tu można utknąć na całą wieczność.
Wraz z rosnącą inteligencją i wiedzą zaczynają się pojawiać wątpliwości, a te budzą lęk. Nie można przecież być człowiekiem bez jasno sprecyzowanych poglądów, nie można czegoś nie wiedzieć, ale jakby wbrew sobie zaczyna się zadawanie trudnych, niepokojących pytań i wątpienie w wyznawaną dotąd wizję świata. Sposobem wyjścia z tego etapu jest nauczenie się współpracy zamiast konkurowania, otworzenie swojego serca dla innych oraz próba zrozumienia, dlaczego niektórzy ludzie kierują się w życiu odmiennymi preferencjami.
Ciąg dalszy nastąpi…